próbowałem pomóc ale zagadki robiły sie coraz ciekawsze,(te 7 kabli to prawdopodobnie przełożenie gonga i zamka na lewo)
Nie, przewody do gonga lecą z wiązka, do zamka puszczone górą, za krótkie, naciągnięte i puszczone w zupełnie nieodpowiednim miejscu (od kostki "drzwi" lecą do góry, lecą wzdłuż góra, nad kierownica, i znowu na dół do kostki) - w sumie chyba 3, czy 4 żyły.
Niepotrzebne przewody, to jak wspomniałem wcześniej, przewodu puszczone po nic. Lecą na drugą stronę, do fabrycznego konektorka, po czym wracają. Konektorki po prawej, bo tam kiedyś była kierownica i to miało sens. Teraz to nie ma żadnego. Trzeba było upierdzielić za nim i przenieść go na drugą stronę lub wywalić je w cholerę i polutować to inaczej. Ale dobra, to w niczym nie wadzi, jedynie ktoś sobie posiedział dłużej, przedłużał to czego nie musiał i troszeczkę pogrubił wiązkę.
ale do rzeczy chłopak starał sie nie wyszło,przyznał sie do tego,siedział 3 tyg po nocach i nie wzioł złotówki,jak mówił był poganiany,nie dostał też szansy poprawienia
Że się starał nie wątpię... Trzeba się mocno postarać, żeby niektóre z tych rzeczy spieprzyć
Że był poganiany?
Dostał auto w poniedziałek (tak mi się wydaje, chociaż z daty na umowie wynika, że była to niedziela... Albo mi się dni tygodnia pomyliły, albo data machnięta o jeden dzień. Nieważne, jeden dzień wte czy wewte nie robi różnicy, mieliśmy odstawić auto w niedziele, żeby od poniedziałku już zacząć robotę, ale wydaje mi się, że chyba odstawiliśmy je dopiero w poniedziałek), powiedział dokładnie tak "postaram się zrobić na sobotę, ale potrafię siedzieć przy takim aucie nawet 2 tygodnie" i sam wyznaczył termin, że najpóźniej w czwartek odbierzemy auto.
W czwartek nie odebraliśmy, przełożył termin i uświadomiliśmy o kończącym się ubezpieczeniu. W nowym terminie nie przełożył i termin został znowu przełożony (wszystko wyżej opisałem) i dopiero wtedy można mówić o poganianiu (a właściwie o uświadomieniu, że leci sobie w kulki, powiedziałem mu to osobiście przy okazji wizyty). Później już przez kilka dni nie odbierał telefonów (aż do odbioru auta), więc nie wiem kto i jak mógłby go wtedy poganiać. Nie wiem, kilka prób dodzwonienia się spowodowały tak olbrzymią presję na psychikę? Tak, kilka prób, nikt przecież nie siedział cały dzień przy telefonie i nie wydzwaniał.
poza tym auto juz podobno rozlozyl i poprawia sam
wsumie niezle
bo ogulnie ma wszystko zrobione
a poprawka zajmie mu tydzien i kasa zostanie w kieszeni
W sumie każdy patrzy żeby wyszedł na swoje .Ale umowa była jak czytam inna a tutaj mały zonk.
Absolutnie nie.
Ojciec nie zdecydował się oddać auta nikomu innemu, bo po prostu nie ma zaufania już do nikogo.
Tak jak się umówiliśmy z Magikiem, tak też będzie.
Nawet lepiej dla niego, bo nie mam zamiaru liczyć sobie za swój zmarnowany czas.
Facet zrobi klimę, dokupimy uszkodzone części, mam rachunek z elektronicznego na równe 30zł (cyna, kalafonia, termokurczki, taśma itp pierdolety) i niech się cieszy, że sobie nie musiałem kupować lutownicy, ani żadnych narzędzi bo wszystko mam.
Chociaż po tym co widzę, nie wiem czy należy się za takie partactwo cokolwiek.
Im głębiej zajrzę, tym więcej niedoróbek wychodzi - np. zerwane gwinty przy szpilkach do obudowy silnika - pokrywa skacze jak głupia. Żeby wykręcić nakrętkę ze szpilki musiałem ją nieźle w imadle ścisnąć, bo nie szło odkręcić.
A były dobre na 210%, bo przed oddaniem auta sam wymieniałem filtry i sam wszystko dokręcałem.
Wystarczyło nie pogubić gumek amortyzujących przy tych szpilkach, to by się wszystko ładnie dokręciło i nic by nie latało luźno. A jak gumki wybyły, to i luzu sporo zostało. Ale żeby na siłę wkręcać nakrętkę jak na szpilce już się gwint skończył i aż szpilka się przekręciła...
Trzpień na pompie sprzęgła kosi i to ostro... Nie wiem co tam popier$%^&#, bo nie rozkręcałem jeszcze tego. Na początku myślałem, że ta obręcz jest niedociśnięta, ale nie, idealnie zachodzi na rowek przy pręcie, na który jest zakładany (wybaczcie brak precyzyjnych i fachowych nazw elementów).
Nie wiem jak to tam "od środka" wygląda, nie rozkręcałem tego, nie zdejmowałem jeszcze wygłuszenia, ale z "zewnątrz" wygląda to na jeden element... Ale z drugiej strony, jakoś nie bardzo mi się chce wierzyć, że tak zrobiła to fabryka (w dawcy zdecydowanie tak nie było). Chyba fragment ściany z otworem na pompę jest tam osobno niż fragment z dziurami do przykręcenia pedała (pedału). Wszystko złożone minimalnie źle i trzpień już nie wchodzi w pompę prostopadle, tylko go kosi i przy samym końcu taki kołnierz plastikowy nie wchodzi w obudowę, tylko na tym się blokuje. Nie wiem jakim cudem to wysprzęgla, ale jakoś to działa - ciekawe jak długo tak to podziała.
Wy tu już zaczynacie węszyć dobry interes, a się może okazać, że jest więcej do poprawiania niż widać na pierwszy rzut oka.
Zupełny brak myślenia, wszystko robione "na sztukę" i tyle. Takie jest moje zdanie.
ale nie kasa najważniejsza tylko opinia,i co teraz 5 lat pracy w diabły idą ?
Po 5 latach odwalić taką fuszerkę... Bardzo mnie ciekawi jak wyglądało pierwsze auto, które dopadł w swoje ręce.
I jaka opinia? Jakbym sobie wymyślał to rozumiem. Ale ja przedstawiam fakty, każdą rzecz jaką opisuję mogę sfotografować i pokazać.
Mam pytanie do ciebie po jakiego grzyba tak obsrywasz kogoś? Co ci to da? Jak ci ktoś zły przepis na zupę da to też takie głupoty [ciach]?
Ktos ma jakis w tym cel ?
Żeby ustrzec innych przed partaczem?
Magika wynalazłem na tym forum. Jakby ktoś mi wcześniej powiedział jak wygląda jego robota, w życiu bym tam nie oddał auta.