Jaro jak już ktoś wyżej wspomniał - po co mam zostawiać auto do poprawki osobie, która nie potrafi tego zrobić??
I ja rozumiem, że coś może wyskoczyć, coś działało, a nie działa. No dobra, zdarza się, ale jak sam się przyznał - nie wiedział co popieprzył np. z szybą i wzywał elektronika. To po co mam mu zostawiać auto? Ile by to poprawiał? Skoro nawet oddając auto w takim stanie nie wiedział ile mu to zajmie, powiedział "jak zrobię to będzie". Ale kiedy, chociaż orientacyjnie... On nie wie, "jak zrobię to będzie". I co, miałoby kolejne 3 tygodnie stać?
Czy umiem lepiej? Patrząc na to jak jest wykonany - na pewno nie zrobiłbym tego gorzej.
Czemu sam się za to nie zabrałem? Bo oddając auto "fachowcowi" spodziewałem się, że zrobi to lepiej ode mnie, to raz, 2 nie mam na to czasu, 3 niestety nie mam gdzie, a przecież na parkingu przed domem tego nie zrobię.
Żeby mi nikt nie gadał głupot - sam rozebrałem tą rzeźbę i konia z rzędem temu, kto znajdzie tam "zaśniedziałe wtyki"! Wiącha jest (była) zdrowa, w tym momencie nie jest w najlepszym stanie, bo przewody którymi wiącha była przedłużana są w różnym stopniu rozkładu. Bardziej i mniej utlenione. O ile przedłużania wiąchy nie można nazwać profesjonalnym rozwiązaniem, to jak już przedłużamy, to można to zrobić albo profesjonalnie, albo tak jak to zrobił Magik
Powiem Wam tak, z wykształcenia jestem technikiem elektronikiem, nie pracowałem nigdy w swoim wyuczonym zawodzie, zarówno dlatego, że mnie to nie kręci jak i nie czuje się na siłach, ponoć, że wprawy i wiedzy nabywa się dopiero w praktyce - tak mi mówiono, ale nie podejmuję się tego. Pracuję jako kierowca, drajweruje 4-osiówki.
Zarówno moja praca jak i trochę "hobby" wymaga ode mnie posiadania podstawowej wiedzy mechanicznej.
Nie jest mi straszny obrazek rozebranego auta, bo żeby fachowo zamontować głupi zestaw audio, trzeba je rozebrać do podobnego stopnia.
Garażu użyczył nam znajomy ojca. Wczoraj po pracy rozebrałem ferdka, przyjrzałem się rzeźbie. Na dzień dobry powiem, że wiącha jest w opłakanym stanie, nie wiem czy jest sens ją reanimować, bo nie dość, że pochłonie to sporo czasu i pracy, to jeszcze nie wiem czy coś z tego wyjdzie - chyba zdecydujemy się na europejska wiązkę. Przy okazji - robione to jak koń pod górę... Wczoraj wywaliłem całą wiązeczkę (7 przewodów), które zostały pociągnięte przez osobę niemyślącą. Przedłużone wte i wewte przez całą szerokość auta - po co? Nie mam pojęcia. Np. przewód wychodzący z manetki sterowania wycieraczek, przedłużony na prawą stronę i już przy samych drzwiach zauważyć można, prawdopodobnie, fabryczne rozdzielenie (zaprasowany konektorek) i przewód wraca (również przedłużony) na lewą stronę i wchodzi w skrzynkę bezpieczników. Po co, dlaczego?? Pozostanie to chyba nieodgadnioną zagadką. Takich akcji jest tam więcej. Np. przedłużone zostały przewody do kilku niewykorzystanych kostek... No dobra, żeby było jak w oryginale, ale to nie bardzo ma sens

I uprzedzam pytania, nie, nie są to złącza diagnostyczne, czy inne pierdolety, tylko naprawdę są to niewykorzystane elementy.
Nawet przewody, które zostały skrócone są za długie, przez co nie można ich tam nigdzie już upchać, więc podłażą pod pedały. Jak już zostały skrócone, to trzeba to było skrócić jak trzeba. Zgoda, żeby było wygodniej można trochę dłużej, ale tyle? Nie rozumiem tego zupełnie.
Przekaźniki zostawione po prawej stronie, upchane za obudowę nagrzewnicy (nie liczyłem przekaźników, więc nawet nie wiedziałem, że ich brakuje, dopiero jak rozkręciłem - zamiast przedłużać niepotrzebne przewody trzeba było tę energię poświęcić na te przekaźniki) .
Nie to żebym miał coś przeciwko taśmie izolacyjnej, ale ją też trzeba umieć używać. A poza tym, jak umawiamy się na izolowanie koszulkami termokurczliwymi, to izolowanie taśma chyba nie jest na miejscu.
Czy przewody wychodzące od pedału (pedała) gazu oryginalnie robią pętelkę za rurami od nagrzewnicy i ściśle do nich przylegają? Wydaje mi się, że te rurki potrafią być gorące.
Czy w ferdku jest fabrycznie montowany "spryskiwacz nóg pasażera wodą z klimy"?? Chyba też nie.
Ale nasz ferdek to ma! Zobaczcie sami
Coś chyba nie w tym miejscu się komuś dziurkę zrobiło i jakoś rurka nie trafia zarówno w dziurę w wykładzinie, jak i do miejsca, do którego ma być podłączona.
A dziury to chyba ruskim kluczem robione. Ja wiem, że "bez młota to ch*j nie robota", zwykło się tak mawiać na szkolnych warsztatach, no ale bez przesady.
Jak to wytłumaczyć? Zły dzień? Może okres? Nie mam pojęcia...
Był wczoraj też spawacz, obejrzał i nazwał te spawy smarkami. Ale stwierdził, że nie ma co tego już ruszać, jest jak jest, ale w miarę prosto i będzie się trzymać.
A przyjechał, bo ma zrobić klimę. Opierdzielił mnie że rurki od klimy źle uciąłem i w bardzo wujowym miejscu (a nie mówiliśmy!

) - tylko że to nie ja, to Magik!
W wujowym miejscu, bo Magik uciął je tuż za zakrętem - nie dość, że w niewygodnym miejscu, to to co zostało odcięte i tak zostanie przyspawane w to samo miejsce, a cięcie będzie na prostym odcinku i tam też będzie przedłużane.
A ucięte źle, bo spawacz ocenił, że zostały ucięte piłką, a powinno być ucięte obcinarką, taką jakich używają hydraulicy do miedzi.
Dlaczego krytykuje? Bo oddałem auto ponoć "fachowcowi", a nie byle komu.
Biznes jest biznes, tutaj nie ma miejsca na sentymenty. Dałem auto do "profesjonalnej" przekładki, a dosłownie wszystko zostało spartolone. Nie widzę tam ani jednej rzeczy, którą można pochwalić.
No chyba żeby skakać z radości, że auto chociaż o własnych siłach do domu dojechało.
I na końcu. Nawet jakbym miał zamiar przerobić jakiekolwiek auto sam, to nie dotykałbym się do rzeczy, o których nie mam pojęcia - np. spawanie zostawiłbym spawaczowi. I całość z pewnością wyszłaby mi lepiej. Bo nawet nie wiem co więcej mógłbym spartolić.
Proszę mi nie wciskać kitu w postaci "bo wydaje się, że ferdek prosty, bo tanio, bo dupa maryna".
Pojechałem do Anglii w zupełnie innym celu, byłem tam pierwszy raz, auta są tanie, no nie da się ukryć, że to się opłaca.
Wybór padł na ferdka, bo takie auto spodobało się mojej matce i to ona takie wybrała, a że ferdków tam jak psów... A właściwie to odwrotnie - bardzo łatwy dostęp do LR i się spodobał i to dlatego właśnie on. Zawsze maniło jej się "terenowe" auto (w sensie z wyglądu). Nikt nie patrzył na to pod względem "a bo tanio da się przerobić, a bo nie trzeba nowej deski, bo stara zostaje", choć nie jest tajemnicą, że przed zakupem sprawdziliśmy czy takie coś da się przerobić i czy ktoś się tego w ogóle podejmuje. Senik już się troszeczkę sypie, więc i tak mieli zmieniać auto i tak śmiechem żartem kupili LR.
Tak, teraz tego żałują.