Hej,
troche mnie zdziwiło to, co tu przeczytałem...
Koleżanko, sorry, ale to co robisz to jednak kompletna amatorszczyzna.
Po pierwsze: nie wysyła się do ŻADNEGO urzędasa maili, szczególnie w takiej sprawie. Jeżeli sprawa jest z góry znana, jako mogąca sprawić kłopoty - a ta zdecydowanie jest - to za każdym razem piszesz pismo polecone z potwierdzeniem odbioru. Za każdym razem! Jeżeli poszłaś do okienka w Urzędzie i paniusia coś tam Ci odburknęła, to notujesz jej nazwisko i w chacie od razu smarujesz pismo do jej przełożonego ew od razu do starosty, niech się martwi.
Po drugie: cierpliwość. KPA (Kodeks Postępowania Administracyjnego) określa tryb i terminy udzielania odpowiedzi na zapytania obywateli, tryb i terminy odwoływania sie od decyzji urzędów itp. Starosta nie robi Ci łaski - on musi jak pies udzielić Ci odpowiedzi w terminie ustawowo przewidzianym!
Po trzecie: za dużo głupot wypisujesz w tych mailach. Po cholerę piszesz o Anglikach, przekładkach i Bóg wie o czym jeszcze? Pisze się krótko i na temat, np: "Sprawa dotyczy odmowy zarejestrowania pojazdu, którego dokumentacja została przedłożona do.... Uzyskałam odmowna decyzję wbrew obowiązującym przepisom. Proszę o bezzwłoczne wyjaśnienie sprawy... w przeciwnym razie będę zmuszona nadać jej dalszy bieg urzędowy" itp.
Po czwarte: tytuł pisma jest bardzo istotny. Jaki charakter miały te Twoje maile? Prośby? Wyjaśnienia? Odwołania? Czy Ty odeszłaś od okienka z jakimkolwiek papierem? Starosta (wydział komunikacji) MUSI wydać Ci decyzję - albo o zarejestrowaniu pojazdu, albo o odmowie zarejestrowania! Nie na gębę - NA PAPIERZE! Jeżeli nie wydał do tej pory, to pierwsze pismo powinno właśnie dotyczyć tej decyzji. Idziesz do okienka i głośno rządasz wydania decyzji: pozytywnej albo negatywnej. Jeżeli nie dostaniesz do ręki, to piszesz od razu skargę na postępowanie pani X w okienku, na jej niewypełnianie obowiązków służbowych, opieszałość, opryskliwość i co tam jeszcze chcesz. Plus że tracisz czas. I żeby natychmiast wydał Ci decyzję co do konkretnego pojazdu, ewentualnie wskazał termin gdzie masz się po nią zgłosić. Tutaj przydał by się konkretny paragraf z KPA - o tym później.
Taka decyzja na papierze jest Ci potrzebna, bo w tej decyzji musi być napisane, na jakiej podstawie starosta odmawia rejestracji. Do tej pory to sobie robisz z tymi frajerami takie pitu-pitu, i oni to wiedzą. Myślą sobie: pieprzy baba głupoty, nie zna procedur, pogrymasi i odpuści. Zwróć uwagę, że żaden z tych listów nie ma formy urzędowej, a więc potencjalnie nie może być wykorzystany w sądzie czy gdziekolwiek, to takie bajdurzenie, nie wiadomo nawet tak naprawdę kto się pod tym podpisał - jeżeli ktokolwiek.
MUSISZ MIEĆ W ŁAPIE PAPIER (DECYZJĘ) O ODMOWIE REJESTRACJI wraz z podstawą prawna, na jakiej została wydana oraz, siłą rzeczy, o możliwościach odwoławczych. KAŻDA urzędowa decyzja ma te elementy.
Po piąte: trzeba pobrać z sieci pełny tekst ustaw, o których ten pajac pisze. Dokładnie: ustaw, dzienników które są tam wymienione. Nie żadnych skrótów, omówień czy innego badziewia, ale pełny tekst ustawy. Wtedy poświęcić chwilę i poczytać całość, ze szczególnym uwzględnieniem tego, co on zaznaczył. Będziesz w szoku, jakie te sukinsyny robią sztuczki, cytując np tylko pół paragrafu, np że nie wolno czegoś tam, kropka. A tymczasem w paragrafie, po przecinku, ustawa mówi dalej: ... chyba że... . Dlatego warto znać podstawy na jakich się poruszasz. Oni znaja. I uwierz mi: główna metoda urzędniczej mafii to liczenie na to, że petent jest głupi i sobie nie sprawdzi.
Na przykład, na 100% nie zauważyłaś, że w mailu dureń zacytował paragraf, w którym jest napisane: ... nie powinna być umieszczona po prawej stronie pojazdu ... To że kierownica NIE POWINNA być umieszczona po prawej nie jest równoznaczne z tym, że nie może. czyli że ustawodawca nie wyklucza. A skoro ustawa nie wyklucza, to ten baran musi się naprawdę nawyginać, żeby udowodnić Ci wbrew brzmieniu ustawy, że jednak w jego ocenie nie może. Rozumiesz teraz jak to działa? Sprawa jest to rozwalenia na Twoją korzyść przy użyciu wyłącznie prawidłowego postępowania proceduralnego.
Po szóste: dochodzimy do sedna - znajdź w swojej okolicy jakiegoś prawnika (radcę prawnego, studenta prawa ogarniętego) żeby to przejrzał, zapoznał sie z tymi konkretnymi przepisami. Procedury i terminy z KPA każdy kto liznął prawo zna na pamięć, więc tutaj luz. Jak ktoś ma troche prawniczego podejścia to wie także co w piśmie pisać a co nie. Umów sie z takim typem na np 300 pln albo 500 pln jeżeli sprawe przeprowadzi z sukcesem. Na pewno któryś sie zgodzi, bo prawnicy teraz cienko przędą, szczególnie ci co nie są adwokatami albo nie mają aplikacji żadnej. Daj ogłoszenie na Tablice czy coś, zaraz sie jakiś znajdzie. To nie musi być nawet prawnik, może być ogarnięty student, nie idziesz przecież do sądu.
Po siódme: jeżeli starosta, z którym będziesz musiała wymienić kilka pism (możesz go straszyć odwołaniami i sądem itp) jednak odmówi Ci rejestracji, to całą ta korespondencję wysyłasz w ramach odwołania do wojewody, który jest organem nadrzędnym dla starosty. W województwie mogą mieć inny ogląd na tą sytuacje i wojewoda może nakazać zarejestrowanie pojazdu staroście. Choćby dla tego, że gościa nie lubi albo jest z innej partii, żeby mu dokuczyć - znane są takie przypadki ;-)
Moja rada jest więc taka: nie stresuj się, ubezpiecz sobie furkę i śmigaj bez stresu, a jednocześnie znajdź ogarniętego typa w okolicy i idź na wojnę papierkową z tym sukinsynem. Bez nerwów, punkt po punkcie. Do każdego pisma możesz dołączyć wyrok Strasburga z jesieni 2011, w której sąd europejski przypieprzył Polsce karę za nierejestrowanie Anglików oraz informacje, że od maja tego roku ministerstwo przygotowuje stosowne przepisy dopuszczające taka rejestrację, więc starosta robi sobie jawne jaka z Ciebie i z siebie, w sumie ch...j wie po co. Bez nerwów, punkt po punkcie... Całaośc może potrwać ze 3 miechy, ale jakoś sie skończy, najprawdopodobniej sukcesem. A może doczekasz zmiany przepisów w przyszłym roku ;-) Koszt jest mały, a na pewno warto sukinsynów urzędasów kopać po dupie. Wiem co mówię, niejedno juz tak załatwiłem :-D
Pozdro, szacun i cierpliwości!
Sorry, bo się jeszcze wczytałem w tego maila od typa...
Sam bulgot... pierdu pierdu, pierdu pierdu....żeby poważnie wyglądało i było zawikłane ... pierdu pierdu... a w przedostatniej linijce: W związku z powyższym zasadne jest, aby na podstawie Art. 7. Kodeksu postępowania administracyjnego, organ administracji publicznej, w toku prowadzonego postępowania, stojąc na straży praworządności i podejmując wszelkie kroki niezbędne do dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego oraz do załatwienia sprawy, mając na względzie interes społeczny i słuszny interes obywateli jest zobligowany do wyjaśnienia, czy przedłożone przez stronę postępowania, dokumenty pozwalają na stwierdzenie czy dokonane ewentualnie zmiany nie naruszyły warunków technicznych pojazdu i nie będą stanowiły zagrożenia w ruchu drogowym..
H2O wykreśliłem. Zostaje taki sens, że Organ (starosta) ma dostać dokumenty, w których będzie napisane, czy fura będzie bezpieczna czy nie.
I o to chodzi!
Bo po pierwsze - jeżeli nie podoba mu się papier od certyfikowanego diagnosty (kurva!) to niech napisze czarno na białym jaki papier chce dostać i na jakiej podstawie akurat ten!
To bardzo ważne: jaki papier i dlaczego akurat taki. Jeżeli nie zapytasz w piśmie o podstawę prawną co do tego kwitu, to Ci każe dureń przedstawić kwit podpisany przez prezydenta Putina, bo mu się tak podoba, i wtedy znowu jesteś w dupie.
Możesz też odwrócić sytuację i od razu mu odpisać, że skoro diagnosta stwierdza w przeglądzie zerowym, że auto jest całkowicie sprawne, to po ch*j szuka dziury w całym??? Diagnosta jest certyfikowanym specjalistą, więc chyba wie co pisze, nie? I w związku z tym na jakiej podstawie jakiś tam kierownik podważa wiarygodność innego urzędnika (diagnosty)który siłą rzeczy ma przecież lepszy ogląd, nie? Od tego by zaczął, to jest odpowiedź na tago maila: szanowny panie, za dokumenty o których pan wspomniał w swoim mailu powinien wystarczyć całkowicie przegląd zerowy który przedstawiłam. W przeciwnym wypadku proszę uzasadnić, na jakiej podstawie poddaje pan w wątpliwość zawarte w nim twierdzenie, że pojazd nie nadaje sie do ruchu. Itp. Niech sie wygina skurviel ;-)
I w ten oto, przytoczony powyżej sposób widzimy, jak sobie urzędas sam ukręcił bat na dupę. Wystarczy wnikliwie czytać to co napisane, lub to co między wierszami.
Aaaa...... ! I jeszcze jedno: po cholerę się przyznajesz, że przełożyłaś fajerę ???
Zanosisz papiery i siedzisz cicho.
Urzędas pyta: gdzie fajera? Odpowiadasz: w przeglądzie jest napisane.
Urzędas pyta: w V5 jest adnotacja, że fajera jednak po prawej. Odpowiadasz: a ch*j wie, może i tak napisane - ja tego nie pisałem, po ichniemu nie gadam, i gówno mnie to obchodzi, bo w przeglądzie naszym przecież napisane, że po lewej, więc o co chodzi???
Urzędas jęczy: ale V5 napisane... A jak ktoś przekładał, to na homologowanych częściach? Odpowiadasz: nie wiem, nie zabieram głosu. W przeglądzie napisane że fura OK. Jak masz picko problem, to go przelej na papier, tylko się nie pomyl w paragrafach. Na uciążliwe utrudnianie życia obywatelom też jest paragraf.
Itp, itd... niepytany nie odpowiada ;-)