Czytając to forum zbulwersowała mnie jedna rzecz odnośnie warsztatu magika.
Czytając wcześniejsze posty dwóch użytkowników którzy negatywnie się wypowiadają na temat Magika, nie zgadzam się z nimi w 100%!
Po pierwsze przekładałem u niego w tamtym roku 2 Audi A4. Wszystko idealnie zrobił!!! Samochody były sprawdzane przez fachowca w warsztacie i nie wykrył żadnych usterek!!!
Jak można się zgadzać lub nie zgadzać w temacie przekładki konkretnego auta, jeśli się go nie widziało?
Możesz mieć inne doświadczenia z tym "fachowcem", jednak nie zmienia to faktu, że ja miałem to co miałem.
To może od dawania fotek zacznę ja.
Oczywiście spisaliśmy umowę, jak ktoś nie wierzy, to mogę udostępnić do wglądu.
Niedziałającej szyby czy wycieraczek na zdjęciu nie przedstawię, jednak postaram się w miarę możliwości zrobić zdjęcia gdy auto będzie w częściach, co by przedstawić gdzie była "usterka" i jak cudownie jest wszystko pospawane.
A co do wymiany zdań między "warsztatami" - powiem Wam jak Wasza dyskusja wygląda w moich oczach, w oczach potencjalnego klienta. Przeglądałem to forum jako tako, i widzę, że osoby uczestniczące w tej bezsensownej wymianie zdań prowadzą warsztaty, w których nie odpierdziela się fuszerki. Zamiast żyć w zgodzie ze sobą, a zająć się eliminowaniem partaczy jak np. Magik, który złą opinię robi nie freelanderowi, nie sobie, a Wam wszystkim i każdemu przełożonemu autu, wolicie odstawiać szopkę na forum, jakby to był wyścig szczurów w pogoni za klientem. Niestety, ale kto by nie poznał mojej przygody, na słowo "anglik" w odniesieniu do auta, powoduje to u tych osób odruch wymiotny i wiem, że żadna z tych osób w życiu nie kupi już anglika. Nieważne czy to będzie dobrze przełożone auto, czy będzie to freelander z oplowskim maglem, bo nawet nie będą brały angielskiego auta pod uwagę.
Wszędzie tylko jakieś kłótnie i paplanie. Taki np. temat dot. Magika w dziale "Polecam". Wchodzę i na pierwszy rzut oka widzę aż 2 strony w tym temacie - wydaje się nieźle, a przynajmniej efekt psychologiczny jest uzyskany - aż 2 strony ma temat, znaczy się chłop dobrze robi. Tylko, że jak przeglądam go dokładnie, to widzę tam tylko 2 zadowolone osoby, które przez forum przeleciały dawno temu, napisały 1-2 posty i już ich nie ma, a reszta to jakieś paplanie.
Teraz nagle pojawił się jeszcze jeden klient, który wie lepiej ode mnie jak mam przełożone auto.
Powinniście tu robić jakąś selekcje, a nie hodować partaczy. Ale za dużo czasu marnujecie na wzajemne sprzeczki i umykają Wam takie
szczegóły.
To jest oczywiście moje zdanie, możecie się z nim zgodzić lub nie, ale w moich oczach tak to wygląda.
EDIT:
Aha, co jeszcze zauważyłem. Wszystko, dosłownie wszystko wydłubywane śrubokrętem, przez co prawie każdy element jest pokaleczony (zaczynając na pokrętłach, kończąc na kratkach od nawiewu czy sterowania lusterek).
Prawy próg trzyma się, bo się trzyma, ale nie ma wkręconej ani jednej śruby. Podobnie tylna klapa, u dołu nie wkręciłeś Pan, Panie Magik ani jednej śrubki!
Ogólnie kokpit poprzykręcany na różne śruby, jedna błyszcząca, druga czarna.
Dawce sam osobiście rozebrałem co do śrubki i naprawdę nie pokaleczyłem ani jednego elementu!
Doszedłem nawet do tego, dlaczego urwał mi się w angliku jeden z kołków w podszybiu. Otóż nieodpowiednio do niego podszedłem, w dawcy kołki były inne. Panie Magik, informuję Pana na przyszłość, że kołki w podszybiu mają po środku malutką dziurkę, na malutkiego ampulika - ładnie się odkręcają, nie trzeba podważać, kaleczyć całego podszybia śrubokrętem.
Na dowód, zdjęcie dawcy i tej "skomplikowanej elektryki".
Doprowadzenie auta do tego stanu mi, samemu w pojedynkę zajęło 1 dzień, niczego nie pokaleczyłem, niczego nie urwałem, każdą śrubkę mam po dziś dzień. Rozbierałem takie auto po raz pierwszy w życiu.
W tym 1 dniu znajduje znajduje się też wycieczka do sklepu po nasadowe torixy, bo nie posiadałem takowych, a potrzebne były do odkręcenia poduszki pasażera.